Nazywam się Iwona, a Ty znajdujesz się na radosnej stronce o podróżowaniu. 60 krajów, 6 kontynentów, 3 podbródki – czyli dużo rodzinnych przygód, uśmiechu, sporo przydatnych wskazówek i absolutnie niepoważnego humoru 🙂
Kinderdijk – Holandia jak z obrazka
Kinderdijk – Holandia jak z obrazka
Dzisiaj opowiem Wam o moim ulubionym odkryciu tego roku w Holandii. To skansen wiatraków w Kinderdijk.

Nocleg
Spaliśmy w ponad stuletnim domu w Utrehcie, niestety nieruchomość jest już nieaktywna na airbnb. Polecam w Holandii nocować z dala od centrum Amsterdamu, który jest potwornie drogi i zakorkowany – mieszkając w innej miejscowości, łatwiej dotrzecie do różnych atrakcji kraju.
Transport
Do Holandii dojechaliśmy z Polski naszym samochodem. Autostrady w Niemczech są bezpłatne. Można też oczywiście dolecieć do Amsterdamu, stamtąd do Kinderdijk samochodem to jest ok 100 km. Jeśli chodzi o transport zbiorowy, to trzeba dojechać do Rotterdamu, stamtąd jest autobus który jedzie do Kinderdijk. Wszystkie oficjalne informacje znajdziecie TUTAJ.
Oczywiście my jesteśmy na przygody jak magnes, chyba głupota przyciąga takie akcje, bo już jadąc do Kinderdijk źle zjechałam na autostradzie i nadrobiliśmy 12 kilometrów (tata jak to usłyszał, powiedział że zjem o 12 kilogramów lodów mniej za karę xD). Ogólnie w Holandii to autostrada na autostradzie autostradą pogania, a ja nie lubię autostrad, są dla mnie za proste 😀 Więc nie bardzo mi pasuje taki styl jazdy, nie moja wina, żem się pomyliła.
Atrakcje
Jakbym sobie poczytała o tym, że ten skansen z 19 wiatrakami liczącymi sobie 300 lat, jest atrakcją darmową, którą odwiedza rocznie ok. 1 mln osób, to przecież nie byłoby przygody, a o przygody w podróżowaniu chodzi.
A to było tak: zaparkowaliśmy, idziemy dziarskim krokiem w kierunku wiatraków, a tu, holibka, centrum z biletami. No nic, powiedzieliśmy sobie „eno jak tu już zajechali, to trzeba kupić te bilety”. Bilety strasznie drogie, bo za 19,5 euro, ale pani w kasie wymieniała plusy, mówiła że dodatkowo możemy się przepłynąć łódką, wejść do wiatraka i muzeum No to dobra, zapłaciliśmy, dostaliśmy mapkę i poszliśmy. Akurat stała łódka, więc razem z psem puściliśmy się pędem w jej stronę (fajnie to na pewno wyglądało, ja, Kuba, moja mama i pies, wszyscy biegną wymachując parasolkami, to znaczy oprócz psa, pies wymachiwał językiem) wbiegliśmy na pokład, gdzie miły pan (Holendrzy niezmiennie są zawsze mili) zapytał nas o bilety…
których nie mieliśmy.

Wysiedliśmy więc na następnym przystanku, a okoliczni Holendrzy nasłuchali się bardzo kwiecistych polskich słów (edukację mieszkańców innych krajów na temat Polski zawsze stawiamy sobie za priorytet). Poszliśmy z powrotem do kasy, i tak idąc, cała czerwona na twarzy uzmysłowilam sobie, że inni ludzie nie mają biletów. Że wejście jest za darmo, a bilety mają tylko ci, którzy chcą pływać łódkami. Dochodziło to tak do mnie z każdym metrem, jak zbliżałam się do kasy, gdzie miła (a jakże) pani przyznała mi rację. Co było jeszcze milsze, pozwoliła nam na zwrot biletów, jak namiauczałam o tym że przecież my nie wiedzieli, że my biedaki i ostatnie pieniążki chcemy przewalić na wafle z karmelem, a nie pływanie łódką, że mamy nóżki.

Galeria
Podsumowanie
Podsumowując, za wejście na teren skansenu wiatraków w Kinderdijk nic nie płacicie, chyba, że chcecie popływać łódką i zobaczyć wnętrze wiatraków, a także skorzystać z wizyty w muzeum lub z audioprzewodnika. My byliśmy całkowicie zadowoleni ze spaceru po skansenie pieszo, a ostatnie pieniądze wydaliśmy oczywiście na wafle z karmelem.


























